PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Sekretne życie Waltera Mitty (2013)

The Secret Life of Walter Mitty - Sekretne życie Waltera Mitty - 2013

Ben Stiller przez większość bywalców kina kojarzony jest z postacią Gaylorda ‚Greg’ Fockera. Został zaszufladkowany jako odtwórca ról komediowych. Niesłusznie. Ben Stiller kocha kino w każdym jego wymiarze. Zresztą… czym mógł się zajmować, gdy od najmłodszych lat był częstym gościem na planach filmowych. Jako aktor, reżyser i twórca scenariuszy debiutował w wieku 22 lat. Sekretne życie Waltera Mitty to jego hołd dla przemysłu filmowego, dla techniki, dla świata i ludzi. Reżysersko jest to jego największe osiągnięcie. Nie można napisać, że skupił się tylko na tym tytule. Cały czas grał, podkładał głos i działał jako producent. Pomimo natłoku zajęć i pełnego grafiku, pokazał światu swoje najlepsze jak dotąd reżyserskie osiągnięcie.

Dla mnie jest to film o rewolucji. O przemianie, która zachodzi w człowieku. To w jego głowie ktoś wznieca pożar, podkłada ogień pod lont i w bohaterze wybucha pasja do działania. Pracownik biurowy staje się podróżnikiem. Marzyciel staje się niczym Bear Grylls. To jest film o większości, czyli o szarzyźnie, która pod wpływem impulsu ma szansę zalać kolorem swoje życie. Taki jest też główny bohater. Singiel z nieuzupełnionym kontem na portalu randkowym. 16-letni stażem pracownik w wydawnictwie LIFE – popularnym miesięczniku. LIFE dobija jednak do ostatniej przystani. Papier zostaje wyparty przez e-papier, czytelnicy przez e-czytelników. Kolejna rewolucja. Tym razem w wydawnictwie. Władze gazety decydują się na totalną reorganizację i zamykają papierowe wydanie, chcąc jednak uświetnić ostatni numer. Co przygotować szczególnego na finał przygody z ŻYCIEM? Okładka, bo to na nią spozierają oczy tak wielu, przechodzących obok sklepiku z gazetami. Ta szczególna okładka, bo ostatnia, ma być jednocześnie uwieńczeniem pracy fotografa-legendy, Seana O’Connella. A co ma do tego nasza szara myszka? Otóż całkiem sporo. To właśnie ci na dole, najczęściej decydują o wyglądzie tych na górze. I tak oto Ben Stiller, czyli tytułowy Walter Mitty, pracownik działu zajmującego się wywoływaniem zdjęć, stanął przed najważniejszym zadaniem w swojej pracowniczej karierze. Ma zrobić to co zwykle. Naświetlić, wywołać i przygotować najlepiej jak potrafi zdjęcie na front gazety. Robi to przecież od 16 lat, bułka z masłem. Tylko masła zabrakło. Sean O’Connell wysłał jak zawsze klisze ze zdjęciami do działu Mittiego, jednak dział nawalił. Walter i jego kompan zagubili zdjęcie nr. 25. Właśnie to, które miało widnieć na okładce

The Secret Life of Walter Mitty - Sekretne życie Waltera Mitty - 2013
Walter Mitty nie wyróżnia się niczym szczególnym. Ciągle zamyślony marzyciel, częściej ze wzrokiem wbitym w podłogę niż przed siebie. Szuka utraconych młodzieńczych lat. Kiedyś mały buntownik z irokezem, w glanach, z plecakiem, gotów wieczorem ruszyć w 300 kilometrową podróż. W czasie, gdy nie było facebooka, instagrama, aparatów cyfrowych, radość czerpało się po prostu dla samego siebie. Teraz tracisz czas na samą próbę podzielenia się szczęściem z innymi. Przecież musisz przystanąć na chwilę, zrobić zdjęcie, umieścić wpis, zaznaczyć współrzędne. Gdzie się podziała ta dzika jazda rowerem po zboczu, kąpiel w nocy w jeziorze (przecież to ciężko udokumentować, więc taki wyczyn należy do rzadkości). To są wspomnienia i radość człowieka, dla niego samego. Tak samo Walter wspomina ten czas z uczuciem nostalgii, ze smutkiem w sercu. Kiedy nastąpił ten moment, gdy założył wyprasowaną koszulę i przestąpił próg korporacji?

The Secret Life of Walter Mitty - Sekretne życie Waltera Mitty - 2013
Wracając do impulsu, który odmienia i wstrząsa fundamentami. Tu nie chodzi o jakieś głupie zdjęcie. To tylko pretekst. Tu chodzi jak zwykle o miłość. To ona napędzała przez tysiąclecia, i to ona będzie rozpalać zmysły przez kolejne setki lat. Walter robi to wszystko dla niej, koleżanki z biura, Cheryl Melhoff. Ta zawsze trochę z boku, trochę zakręcona, z (nie napiszę większym, ale na pewno z dużym) bagażem życiowym. Niektórym brak odwagi by porozmawiać, zaprosić kobietę na kawę. Taki też jest Walter. Próbuje zaczepić Cheryl używając portalu randkowego. Świetna scena, bo nawet gdy chodzi o jedno głupie „klik”, Walter zbiera w sobie odwagę przez parę minut. Także zagubione zdjęcie i pościg przez cały świat, by złapać fotografa, to wciąż pretekst. To pokonanie własnych ułomności, słabości, nawet strachu. W przypadku głównego bohatera, „bohatera” trzeba było obudzić. Zapadł w długi zimowy sen w momencie przekroczenia progu dorosłości. Codzienne obowiązki i schematy zabiły w nim żądnego przygód młodzieńca. Teraz pozostało mu tylko „wizualizować” swoje marzenia, co z resztą robi nader często. Uciekając w świat fantazji, pogubił się w świecie realnym. Rewolucja w czasopiśmie, fala zwolnień to najlepsze co mogło spotkać Waltera. Wessany w wir przygód, wydarzeń i miejscami w akcję niczym w filmach Michaela Baya. Na to wszystko nakłada się oddech pełną piersią czystej, pięknej… przestrzeni. Pierwsze sceny to zamknięta w poglądowej lekcji na temat symetrii sztuka kadrowania. Kąty proste, linie, przejścia tonalne. Dopiero wyjście „na zewnątrz” to nieskrępowana wolność, horyzont, zachód słońca i żywioły.

The Secret Life of Walter Mitty - Sekretne życie Waltera Mitty - 2013
Pomimo tego, że film należy w gruncie rzeczy do gatunku tragikomedii, ma przede wszystkim podnosić na duchu, napawać optymizmem, wywoływać delikatny uśmiech. To właśnie robi. Cieszy.

Cieszy obraz, który poraża jakością, siłą muzyki i pięknymi widokami. Stiller zebrał samych profesjonalistów do swojego projektu. Film nie był tani, i to widać. Pomimo tematyki w stylu sundance, sama realizacja to najwyższa budżetowa półka. 90 milionów przeznaczonych na produkcję wydano skrupulatnie, jednak z rozmachem widocznym na ekranie. Reszta ekipy? Czołówka branży. Po jednej stronie kamery Sean Penn, Shirley MacLaine. Po drugiej stronie, w roli operatora Stuart Dryburgh, nominowany do Oscara za Fortepian. Stiller adaptował do współczesnych czasów film pod tym samym tytułem z roku 1947. Klasyczny obraz w reżyserii Normana Z. McLeoda opowiadał o księgowym, i w zasadzie zamysł opowieści był podobny. Od zera do bohatera.

Pomimo tak wielu dobrych składowych, film oceniłem jako dobry. Celem wyjaśnienia spieszę z odpowiedzią :). To bardzo dobry film, rażący jednak naiwnością. Jest o tyle specyficzny, że w jego przypadku na ocenę wpływa znacząco wiek i doświadczenia życiowe widza. Dla jednych naiwny, dla innych dający kopa do działania. Dla mnie dobry.

7/10 - dobry


Czas trwania: 114 min
Gatunek: Dramat, Fantasy, Komedia
Reżyseria: Ben Stiller
Scenariusz: Steve Conrad
Obsada: Ben Stiller, Kristen Wiig, Shirley MacLaine, Adam Scott, Kathryn Hahn, Sean Penn
Zdjęcia: Stuart Dryburgh
Muzyka: Theodore Shapiro

  • Mnie nie przekonał, podchodziłam dwa razy i się poddałam po obejrzeniu większej części. Razi mnie ta właśnie naiwność i szablonowość – fabuły, postaci, dialogów, a sytuacyjne gagi przaśne są nie do zniesienia. Lubię Stillera, ale to było słabe i reżysersko, i aktorsko.

  • ogólnie zgadzam się z Tobą, a sam już niedługo wrzucam recenzję właśnie tego filmu. mnie naiwność właśnie ujmuje – piękna, pobudzająca historia, która pęka od nieprawdopodobieństwa. nie wiem czy pobudza do działania, ale na pewno wywołuje uśmiech na twarzy 🙂 pozdrawiam

  • Mnie ten film rozczarował. Na początku nie moglam jakoś wejść do tej historii. Wydawała mi się dziwna i bez sensu. Dobrze że dotrwałam do końca, bo to zmieniło moją ocenę, ale i tak film mnie nie porwał.

  • Tu nie chodzi o przekonywanie, nie takie było zamierzenie twórcy. Film miał być optymistyczną, niestety po trosze wydmuszką, ale optymistyczną 🙂 i wywołującą uśmiech na twarzy opowieścią. Co do aktorstwa, mogę się zgodzić, że komuś się podoba, lub nie. Dla mnie było ok. Jeżeli chodzi o reżyserie, tu już będę bronił Stillera :). Kawał porządnej, realizacyjnej roboty.

  • O porywaniu nie ma mowy. Zgodzimy się jednak że to po prostu dobry film 🙂

  • Dobre jest to, że opowieść ostatecznie nie pękła, jest utrzymana w mocno nadmuchanym balonie 🙂 Ale nie pęka i jest ok. Siedzimy do końca i czekamy na to jedno, jedyne zdjęcie 🙂

  • ciekawe jest porównanie z pierwowzorem…

  • Zdecydowanie do nadrobienia. Wersja z 1947 roku już od dawna chodzi mi po głowie. Pewne uniwersalne wartości na pewno są podobne. Jednak to ponad pół wieku różnicy, jestem więc ciekaw ile Stiller zapożyczył z oryginału. Zapraszam częściej 🙂

  • A ja polubiłam ten film i wspominam go bardzo pozytywnie. Świetne zdjęcia, doskonała muzyka, przyjemne, nienachalne i nieprostackie poczucie humoru. Oceniłam 7/10 🙂
    Również bardzo podobała mi się scena, w której Walter zbiera się na odwagę przed kliknięciem;)
    Pozdrawiam!

  • Świetna recenzja, miałam podobne odczucia, gdy oglądałam film. Zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Rzeczywiście końcówka made in Hollywood, ale całość ma bardzo jasne i proste przesłanie, które mnie najzupełniej w świecie ujęło. A sama postać Bena Stillera jest specyficzna i moim zdaniem trudna do wykreowana, a aktor poradził sobie z nią wyjątkowo dobrze, w każdym razie przekonująco. I te genialne zdjęcia.