PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Madras Cafe (2013)

Madras Cafe - 2013

Madras Cafe, czyli thriller polityczny prosto z Indii. Dlaczego zafundowałem sobie tak egzotyczne przeżycie? Skusiłem się bardzo wysoką oceną na IMDB. Oczywiście mogłem podejrzewać, że użytkownicy z Indii zakochani w swojej kinematografii zawyżyli punktację. Nie widziałem wcześniej zwiastunów, nie znałem odtwórcy głównej roli, nie dane mi było obejrzeć dwóch wcześniejszych obrazów Shoojita Sircara.

Może się wydawać, że Madras Cafe to sprawnie zrealizowany thriller, jednak dla mnie okazał się po prostu nudny. Odtwórca głównej roli, John Abraham gra tutaj agenta wywiadu indyjskich służb specjalnych, Vikrama Singha.



Dostaje kolejne zadanie. Na polecenie swoich zwierzchników zostaje zrzucony w ogień wojny domowej, która targa Sri Lanką. Zadanie ma niezwykle trudne, zdobyć zaufanie jednej z grup ubiegających się o władze i spróbować wyciszyć bojowe nastroje jakich pełno wśród żołnierzy, partyzantów i innych paramilitarnych organizacji. Jest sam, jednak wciąż bacznie obserwowany przez dowództwo, może czuć się o tyle bezpiecznie, że w odwodzie stoi gotowa do akcji czwarta co do siły armia świata. Chociaż Vikram jest główną postacią, często na swojej drodze spotyka dziennikarkę Nargis. Aktorka wcielająca się w tą postać, to modelka o korzeniach czesko-pakistańskich. Stanowi niezwykle piękną oprawę w filmie o tak twardej tematyce. No właśnie, film traktujący o piekle wojny domowej powinien w moim odczuciu wyglądać trochę inaczej.

Madras Cafe - 2013

Film, który pokazuje wyżynające wszystko na swojej drodze oddziały porządkowe, wygląda jak najlepsza bollywoodzka produkcja. Nie wiem czy traktować to na plus czy minus. Jako że w tym podgatunku najwyżej stawiam Salvador z 1986 roku, moje poczucie estetyki dotyczące takiego tematu jest zgoła inne. Jednak jestem wzrokowcem, pracuję w reklamie i potrafię docenić obraz. A ten tutaj zasługuje na najwyższe pochwały. Pojedyncze kadry z powodzeniem można umieścić na okładkach kolejnych numerów National Geographic. Praca, którą Kamaljeet Negi wykonał dostępnym na planie sprzętem robi wrażenie. Sam operator został za te zdjęcia doceniony na kilku festiwalach, odbierając główną nagrodę.

Madras Cafe - 2013

Niestety cały film to jedna wielka, pięknie pomalowana, ozdobiona… bombka pusta w środku . Co z tego, że twórcy chcieli zrobić zaangażowane politycznie kino. Co z tego, że skopiowali najlepsze pomysły, które widzieliśmy wcześniej w kolejnych częściach Burne’a. To wszystko wydmuszka, bez zacięcia, groźnego grymasu. Tutaj nic nie chwyta za serce, nie przejmujemy się losami ludzi mieszkających na wyspie. John Abrams pasuje jak ulał do roli, niestety tylko wizualnie. Co z tego, że wygląda tak jak powinien. 185 cm wyćwiczonej na orbitreku rzeźby nie wystarczy by porwać widza w opowieść. Porusza się jak zombie, gra jak Grzegorz Rasiak. Czysty, pięknie oszlifowany, polakierowany kawałek drewna, który nie pasuje absolutnie do niczego. Kontynuując narzekanie i przystając na chwilę przy toczącej się akcji, nie napiszę o niej nic dobrego. Producenci posiłkując się tym co widzieli w amerykańskim i europejskim kinie próbowali jeszcze bardziej podkręcić akcję. Madras Cafe to dwugodzinny film złożony z średnio trzy sekundowych ujęć.

Madras Cafe - 2013

Reżyser chciał pójść ścieżką, którą wyznaczyli twórcy np. Act of Valor z 2012, czyli akcja non-stop. Widz miał wrażenie, że decyzje na szczycie dzieją się dynamicznie. Telefony na linii premier – minister, sztab dowodzenia – dowódca, itd. W indyjskim obrazie miało być podobnie. Nawet narady głównodowodzących próbowano zrobić dynamicznie. Przesuwający się obraz, aktor marszczący czoło, cięcie. Telefon dzwoni, cięcie. Rozmowa, która trwa trzy sekundy, cięcie. Bardzo męczący montaż. Muzyka? Dynamiczna, wieszcząca nadciągające niebezpieczeństwo. No, ale bez przesady, na całe dwie godziny podłożyć muzykę, która powinna być w scenach kulminacyjnych, ewentualnie przy znaczących zwrotach akcji? Dochodzi tym samym do absurdalnych momentów, gdzie słyszymy podniosłe dźwięki przy zwykłej rozmowie. Pewnie tak miało być. Widz miał cały czas czuć tempo. Tempo iście olimpijskie. 5 minut na Sri Lance, 2 minuty w Londynie, 3 minuty w New Delhi. Dla mnie okazało się to niestrawne. Kończę recenzję raz jeszcze wychwalając pracę operatora, reszta filmu żenująca.

4/10 - ujdzie

Czas trwania: 130 min
Gatunek: Thriller, Polityczny
Reżyseria: Shoojit Sircar
Scenariusz: Shubhendu Bhattacharya, Somnath Dey
Obsada: John Abraham, Nargis Fakhri
Zdjęcia: Kamaljeet Negi
Muzyka: Shantanu Moitra

  • Recenzja filmu indyjskiego to rzadkość, która jednocześnie cieszy, a z drugiej strofuje, że tych filmów już praktycznie nie oglądam. "Madras Cafe" też pozostaje nieobejrzane.

    Wątpię, bym sięgnęła po ten film, mimo obecności Johna Abrahama (którego lubię). Wojna domowa itp. to nie moja bajka – potrafię nieźle odchorować temat.

  • Okrucieństw wojny domowej jest tu mało. Tak jak napisałem, wszystko zanurzone w kolorowym indyjskim sosie, dla mnie wyjątkowo niestrawnym. John Abraham wygląda jak chłopak z kalendarza, no i do takiej roli mi po prostu nie pasował 🙂

  • Jasiu zaczynał jako model, ale pamiętając jego początki to aktorsko się bardzo rozwinął. Z drugiej strony, nie dziwię się jeśli uroda Abrahama była zbytnio eksponowana. W tym projekcie nie ma żadnego nazwiska poza nim, a Nargis dopiero zaczyna.

    Kurcze, przez Ciebie jednak jakiś film indyjski sobie obejrzę. 😉

  • Zawiodłem się, bo lubię tego typu filmy i chciałem go obejrzeć – ale po takiej ocenie ta ochota mi przeszła.

  • fantastyczne zdjęcia i brak akcji, oraz drewniane aktorstwo to zestaw który wprowadzam mnie w największe rozdrażnienie. Strasznie szkoda, bo miałam ochotę zobaczyć ten film, ale w takim razie raczej sobie podaruję.

  • Akcja to może tam i jest, lecz jest kompletnie źle poprowadzona i zmontowana. Tak jakby wyznacznikiem prędkości akcji miały być 2-3 sekundowe ujęcia.

  • Mi przeszła ochota na cały Bollywood