PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Critters (1986)

Critters - 1986
Critters z 1986 roku to fantastycznie wpisujący się w swoje czasy horror sci-fi. Do tego z elementami komediowymi. Dzisiaj, ponad dwadzieścia lat po premierze zasłużył już sobie na miano kina kultowego. To ten typ filmu, który jedni określają jednym słowem, „głupi”, inni zaś doszukują się w nim (słusznie) świetnej zabawy gatunkami. Lecz to nie był film kręcony tylko „dla jaj”. Reżyser, Stephen Herek, zaliczył Crittersami bardzo udany debiut. Widzowie pamiętali jeszcze Gremliny, a w kolejce do premiery czekał Blob Zabójca. Herek powołał do życia nowy produkt w oldschoolowej, nawet jak na lata 80-te stylistyce. Swoją opowieścią nawiązał do amerykańskiej kultury komiksu z lat 50-tych i 60-tych. Jest więc farma, tam szczęśliwa rodzina, zaradny ojciec. Jest ufo i martwa krowa (musi być!). Są obcy, którzy chcą zgładzić świat. Z planetoidy będącej jednocześnie więzieniem o zaostrzonym rygorze ucieka ośmiu przedstawicieli rasy Critters. Swoją drogą zawsze wymawiałem kriters, jakże osłupiałem, gdy lektor przeczytał kryters :). Także nasze krytersy uciekły, a dramat to dla wszechświata wielki. Trzeba nam bowiem wiedzieć, że stworzenia spokojnie mogą stanąć do walki z każdą wymyśloną przez scenarzystów rasą. Z pozoru wyglądają niegroźnie. To małe włochate kulki. Jednak oprócz tego, że są bardzo agresywne, cechuje je niebywała szybkość, zwinność i… krwiożerczość. Są bardzo głodne i są zawsze głodne. Na dodatek przybierają na masie szybciej niż De Niro na planie Wściekłego Byka. Ponieważ apetyt rośnie w miarę jedzenia, naszym maluchom nie wystarczy farma i jej mieszkańcy. Zaraz gotowe są rzucić się na miasteczko, by później wchłonąć cały kraj.

Lądują więc na farmie. Takiej amerykańskiej, klasycznej farmie. Z rodziną dwa plus dwa, wielką szopą i zaparkowaną półciężarówką. Co ciekawe, ludzkość nie będzie musiała samotnie stawić czoła agresorom. W pościg rusza dwóch najlepszych „bounty hunterów”. Są zdolni przybrać każdą możliwą postać, dodatkowo wyposażeni w broń masowego rażenia. I tak critersy sieją strach, chaos i spustoszenie, ludzie uciekają, a łowcy nagród gonią nie bacząc na ofiary. Liczy się tylko cel, który trzeba osiągnąć bez względu na koszty.
c3
Pomimo tego, że film należy przede wszystkim do gatunku horroru, to spokojnie, bać się nie będziemy. Jestesmy już za bardzo zaprawieni w kinowym boju. Widzieliśmy zombie, widma, psychopatów, socjopatów i w końcu całą menażerie z Azji, z bladymi, małymi koreańskimi dziećmi na czele. Także bać się nie będziemy. Będziemy za to dobrze się bawić. Fajnie jest cofnąć się czasem w przeszłość, zobaczyć młodego Billego Zane’a, który skądinąd ginie jako pierwszy :). Niemrawego szeryfa z nadwagą, wiejskiego głupka, który od zawsze majaczył o ufo, aż w końcu przyleciało. No, i w końcu dzielnego dzieciaka z dynamitem własnej produkcji.

Być może znajomi i przyjaciele odradzali Herekowi zrobienie takiego debiutu. Przecież mógł wpaść na dobre w gatunek horrorów klasy B i do dzisiaj kręcić kolejne, mieszając jedynie zwierzęta. Pół żyrafa – pół rekin, pół critters – pół David Hasselhoff. Reżyser nie bacząc na nic zrobił dobry film, który świetnie połączył horror, komedię i science-fiction. Robotę wykonał porządnie, a filmowcy sięgnęli po włochate stworki jeszcze trzykrotnie w 1988, 1991 i 1992 roku. Żadna część nie powtórzyła sukcesu „jedynki”. Stephen Herek udowadniając, że nadaje się do tego zawodu, zdobył zaufanie producentów. Zaowocowało to powierzeniem mu kolejnych tytułów do realizacji. Reżyser pracuje po dziś dzień, a jego największe komercyjne sukcesy to m. in. Bill & Ted’s Excellent Adventure (1989), The Mighty Ducks (1992), The Three Musketeers (1993), 101 Dalmatians (1996),
6/10 - niezły

Czas trwania: 82 min
Gatunek: Horror, Komedia, Sci-Fi
Reżyseria: Stephen Herek
Scenariusz: Don Keith Opper, Stephen Herek, Domonic Muir
Obsada: Dee Wallace, M. Emmet Walsh, Billy Zane

Zdjęcia: Tim Suhrstedt
Muzyka: David Newman

  • Z całą pewnością te stare horrorki mają w sobie coś pociągającego. Nie mam pojęcia co, ale zaskakująco często oglądam je z ogromną przyjemnością. To o tyle dziwne, że jestem raczej produktem tej "efekciarskiej" epoki, ale mimo wszystko skądś się bierze ten sentyment do starszych pozycji 😉

    Btw. Pół David Hasselhoff? No, to jest dopiero pomysł na horror. Jakby jeszcze zaczął śpiewać, to nikt oprócz Niemców by tego nie wytrzymał 😀 Oczyma wyobraźni już widzę te zapłakane kobiety wybiegające pospiesznie z kin 😛

  • klasyka lat 80 dobra zabawa na wieczór a nasi łowcy to czasami miałem wrażenie pożyczeni z innego klasyka SF czyli niesławnych głupców z kosmosu 😉 same crittersy są zaś gremlinami na upgradzie 😉

  • Ach i och, uwielbiam ten kicz lat 80 czy to w wydaniu brytyjskim czy to amerykańskim 😀 Crittersy zapamiętałem akurat całkiem nieźle, choć widziałem już dawno.

  • Lata 80 to piękny okres self-aware horroru. Choć nie wszyscy się zgodzą, to tego rodzaju produkcje stworzyły swój własny gatunek. Crittersy to jeden z wielu przykładów filmów spod tego znaku.
    Mimo całej sympatii dla symplistycznej fabuły, jakoś zawsze bliższe mego serca będą gremliny… (one znają najkrótszą drogę – między czwartym a piątym żebrem). Choć jak się nad tym dobrze zastanowić, zdecydowanie częściej wracam do początku Sama Ramiego i Petera Jacksona.

    Crittersy można nazwać dziełem meta, ostatecznie mówią nie tylko o czymś, ale przy okazji też o sobie samych. Dzisiejsze self-aware horrory podniosły nieco poprzeczkę, scenarzyści zmuszeni są do antycypowania oczekiwań widowni i wyprzedzania ich zawsze o jeden krok. Poza oczywistym Cabin in the Woods, które pozwoliło pośmiać się do woli na horrorze warto wymienić – Feast z 2005 roku – polskie tłumaczenie do podaj "Krwawa Uczta".

  • Crittersy czy Gremliny to takie filmy, które kazdy pewnie widział po kilka razy, a i tak jak puszcza w TV to nie przełączy kanału …

  • A ja widzę jak agent dzwoni do Davida, proponuje mu taką rolę, a David :"hmmm, ok, why not :)"

  • Gremliny to numer 1. Pamiętam jak ojciec mnie zabrał do kina właśnie na to, i późniejsze wyrzuty mamy na ojca. Chyba tydzień miałem problem z zasypianiem po ciemku 🙂

    Sam Raimi i Peter Jackson, owszem, świetne początki, ale to zupełnie inne kino. Gremliny to były właśnie takie horrory dla młodszych.

  • Ale tylko pierwsze części. Gremliny doczekały się drugiej części, a Crittersy trzech kolejnych. Wszystkie były poniżej przeciętnej.

  • Kurcze, tego chyba nie widziałem "Morons from Outer Space". Trochę mi zaświtało jak zobaczyłem plakat, ale treści? zero.

  • Klasyka, a mi się wydaje, że kiedyś się jednak bardziej bałam tego filmu niż miałby mnie śmieszyć (tak jak z Laleczka Chucky z tamtych lat). Dobrze pamiętam, z jest w tym filmie taka scena w której te Krittersy (ja też zawsze wymawiałam jako Kritters) są taka wielką kulą i toczą pochłaniając wszystko na swojej drodze?? 😀

  • Ten komentarz został usunięty przez autora.

  • Laleczka Chucky bardziej mnie przerażała, bo to jednak do człowieka podobne, a Crittersy jakieś takie… nie nasze 😀