PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Meek’s Cutoff (2010)

Meek's Cutoff - 2010

Western. Kowboje, rewolwery, konie, dużo koni. Lubię ten gatunek, nie jestem jednak aż takim znawcą, by rzucać najlepszymi tytułami, reżyserami, itd. Nie zrobiłbym tego fanom dzikiego zachodu, których z pewnością krąży wielu po blogosferze. Nie dość, że westernów oglądam mało, to jeszcze rzuciłem się na jeden z trudniejszych obrazów. Meek’s Cutoff, czyli western dla wymagającego widza. Akcja filmu rozgrywa się w 1845 roku, czyli w czasach gdy miliony osadników przemierzało wielką Amerykę w poszukiwaniu swojego miejsca. Miejsca by żyć. Historia w tym filmie skupie się właśnie na osadnikach. Dokładnie na trzech rodzinach, które w swoich krytych wozach postanowiły znaleźć swój kawałek ziemi. Wynajmują profesjonalistę, tytułowego Stephena Meek’a. Nie wiemy czy ktoś im go polecił, nie znamy jego przeszłości. Meek na pewno jest twardzielem, człowiekiem gór, i trochę bajkopisarzem. Ma za zadanie przeprowadzić rodziny, przez Góry Kaskadowe.

Już na początku filmu widz jest rzucony w akcję w momencie, gdy zaufanie do trapera jest nadwyrężone. Przyszli osadnicy krążą po Wielkiej Kotlinie, brakuje im wody, morale spadają. Meek natomiast brnie dalej, pewnym głosem oznajmia, że jeszcze dzień, dwa i dojdą do wody. Że jeszcze jedno wzgórze i dojdą do celu. Więc idą, a ponieważ żaden z mężczyzn nie ma na tyle charyzmy, asertywności i czegokolwiek, co mieć powinien mężczyzna, idą za nim. Oczywiście, że knują, że już czas zawrócić, że nie można już Meek’owi ufać. Nic więcej z knucia nie wynika. Wszystko z boku obserwują kobiety. Na początku tylko obserwują. Przecież są żonami, matkami, kucharkami. Mogą tylko komentować. Boją się. O życie, o dobytek. Przewodnik sprytnie podnosi emocje, serwując raz po raz opowieści o strasznych indianach. Że brutalni, że to ich tereny, że zabijają przede wszystkim kobiety. Widz razem z leniwą kamerą podgląda dramat trzech rodzin i pewnego siebie antybohatera. Owszem, dzieje się tyle co nic. Jednak obraz wciąga. Czekamy kiedy w kimś coś pęknie. Kiedy przeleje się miarka. Już i tak niespokojną sytuację potęguje indianin schwytany przez Meek’a. Od tej pory towarzyszy naszym bohaterom. Meek chce od razu go zgładzić (przecież to indianin, nic nie warty morderca, gwałciciel, złoczyńca). Sprzeciwia się temu Emily, grana przez świetną Michelle Williams. W tym momencie widz już wie kto wyrasta powoli na nowego przywódce. Czy Emily okaże się dostatecznie silna? Czy ochroni nowego towarzysza podróży? Jak skończy się los rodzin? To fakt, że chęć poznania odpowiedzi na te pytania trzyma nas przy ekranie. Pani reżyser, Kelly Reichardt sprytnie potęguje emocje. Nic nie wyjaśnia, nic nie sugeruje. Umieszcza nas z boku. Na wzgórzu, przy ognisku, na drzewie. Mamy podsłuchiwać, podpatrywać, wyciągać wnioski. Samodzielnie.
meeks-cutoff-3
Do występu w tym niskobudżetowym filmie, i na pewno niezależnym (wyświetlanym w dwóch salach kinowych na premierze w Stanach), udało się zaprosić ciekawe nazwiska. Oprócz wspomnianej Williams, zobaczymy tutaj Bruce’a Greenwooda (świetna charakteryzacja), Paula Dano (oj rośnie, rośnie jego wartość), i Willa Pattona. Całość sfotografował Christopher Blauvelt, doświadczony w branży operator. Czy polecam? Jak najbardziej. Czy dla każdego? Na pewno nie. Trochę przynudza, ale intryguje.
5/10

Czas trwania: 104 min
Gatunek: Western
Reżyseria: Kelly Reichardt
Scenariusz: Jonathan Raymond
Obsada: Bruce Greenwood, Michelle Williams, Will Patton, Paul Dano

Zdjęcia: Christopher Blauvelt
Muzyka: Jeff Grace

  • Właśnie, przynudza… Ja niestety za pierwszym podejściem wytrwałem zaledwie 20 minut i… drugiego już nie było. Muszę kiedyś przysiąść do tego raz jeszcze, tym razem na poważnie.

  • Mam nadzieję, że ten festival B-filmów prowadzi do czegoś na co czekam z niecierpliwością.
    Recenzji i kilku słów o najważniejszym filmie ostatnich dni – Wolf of Wall Street.

  • Niestety Panie Radku :). Mój festiwal filmów nieznanych, mniej znanych, lub znanych po czasie, będzie trwał w najlepsze :).

    To wielki ból i cierpienie dla takiego kinomaniaka jak ja, opuszczać kolejną premierę kinową. Tym bardziej opuścić premierę nowego filmu Scorsese. Niestety, jeżeli jakimś cudem znalazłbym opiekę dla jednego dziecka, to potrzebowałbym kolejnego cudu. Znaleźć opiekę dla drugiego :). JEŻELI cudów nie było by końca, i opieka by się znalazła. To nie zrobię tego mojej zonie i nie poświęcę tego czasu na kino. Tylko na zwykły odpoczynek od rodzicielstwa. Spacer by wystarczył 🙂

    Myślę że do obejrzenia "Wilka…" nie potrzebuje Pan mojej rekomendacji. Jeżeli jednak, to zapewniam że na nowy film, żyjącej legendy kina, iść trzeba.

    Dlaczego ja bym poszedł do kina? Napiszę więcej. Dlaczego pierwszy bym wszedł na salę?

    – Uwielbiam Scorsese. "Chłopcy z ferajny" to mój ulubiony film, a "Wilk…", wydaje się ponawiać styl tamtej opowieści, bez gangsterskiej ferajny oczywiście

    – Gra tam DiCaprio, facet który urodził się by być aktorem. "Co gryzie Gilberta Grape'a","Całkowite zaćmienie","Chłopięcy świat","Przetrwać w Nowym Jorku". Każdy aktor marzy o takim starcie. Cztery takie role, w ciągu dwóch lat? To wielki aktor, i nikt mi nie wmówi że jest inaczej.

    – Matthew McConaughey, dla którego ostatnie 3 lata to wielki przełom. Jego aktorskie akcje poszybowały do góry. "Bernie" (epizod, ale fantastyczny)."Killer Joe" – Friedkin wyciągnął z niego bestie. "Magic Mike" – nie grał pierwszego planu, a praktycznie ukradł cały film. W końcu "Mud" – romantyczny, niebezpieczny. Bohater, którego tajemniczą przeszłość czuć było po pierwszej minucie ujrzenia go na ekranie.

    – Jonah Hill, komik? owszem. Jak każdy stand-uper, niezwykle utalentowany. Bardzo mu kibicuje w jego próbie przebicia się na Hollywoodzkie szczyty. Zaczął pojawiać się przed kamerą w 2004 roku, już zdobył pierwszą statuetką Oscara.

    – Historia jest na faktach. Zobaczymy opowieść o finansiście, cudotwórcy, człowieku który nie widział znaku stop, przy spełnianiu swoich zachcianek.

    – Zobaczymy cudownie sfotografowany Nowy Jork. Odpowiada za to Rodrigo Prieto. Jego pracę mogliśmy podziwiać oglądając "Babel", "Brokeback Mountain","Alexander","Wall Street: Money Never Sleeps", a przede wszystkim "Amorres Perros"

    Także parę słów jest. Mam nadzieję że zachęciłem. Pozdrawiam.
    Na recenzję proszę czekać cierpliwie do czasu premiery DVD 🙂

  • Nie tyle czekałem na Pana zachętę do obejrzenia tego filmu, co na Pana o nim zdanie. Do wizyty w kinie nie trzeba było mnie szczególnie zachęcać. Byłem ciekawe opinii, a szczególnie ciekaw byłem czy zarysowałby Pan łuk pomiędzy Wolf'im a Pain and Gain. (Znając już Pana dość pochlebną opinię o tej produkcji)
    Podobna historia, podobny jej przebieg, a jednak tak różne wyniki.

    Pain and Gain z jakiegoś powodu mi nie pasowało, coś tam było nie tak. Wszystko niby na swoim miejscu, nawet scenariusz i aktorzy Cohenowscy. Jednak coś nie grało, nie byłem pewien co. Po obejrzeniu Wilka mam już pełną jasność i chyba zmuszony będę ostatecznie postawić krzyżyk na Bay-u.

    Wilk to absolutnie najlepszy film tego roku. Nie waham się tego powiedzieć nawet pomimo, że 12 years a slave jeszcze nie miałem okazji obejrzeć.

    Wilk jest też ukoronowaniem nieformalnej trylogii – Goofellas, Casino no i Wilk oczywiście. Warto go również z tej perspektywy.

    Do tego smaczki dla kinomaniaków dorzucane przez reżysera – Spike Jonze, Rob Reiner, odwołania bardzo subtelne (choć serwowane w prostackiej oprawie), całe mnóstwo improwizacji pomiędzy aktorami.

    Muszę się powstrzymać. Choć przyznam szczerze, że napisałbym niejeden elaborat na temat Wilka, zresztą z wielu scen w tym filmie można by zrobić tematy magisterek i doktoratów na filmówce.

    Niech przeklęte będą wymagania amerykańskiego przemysłu kinowego, które zmusiły Martina do obcięcia filmu do 3 godzin. Po dwóch seansach ciągle chce więcej i więcej.

    Tak naprawdę jedyna wada tego filmu to zakrzywienie czasoprzestrzeni – godziny upływają jak minuty.

  • Eh.. No to tylko mogę pozazdrościć udanego seansu. No, to teraz narobił mi Pan smaku, otworzył drzwi do drogiej restauracji, pokazał suto zastawione stoły. Ja wejdę tam dopiero za parę miesięcy.

    Jeżeli "Wilk…" zbliża się choć trochę do "Kasyna" i "Chłopców…" w sposobie opowiadania historii, to genialna sprawa. Oba pokazały czym Hollywood odróżnia się od reszty światowej kinematografii. To narracja, która wciąga widza bez reszty. Narracja która stawia nas wśród filmowych bohaterów.